poniedziałek, 29 lipca 2013

Kapitanowie





       Moje szczególne zainteresowanie pracą kapitanów,  jachtowych, a potem kapitanów statków handlowych wynikało z kilku  przyczyn. Jest to profesja powszechnie uważana za prestiżową w rankingu zawodów. Niewątpliwie stanowią grupę  zawodową  o dużym respekcie  społecznym.  Obserwowałem ich uważnie, aby odkryć, jakie cechy osobowości posiadają, których nie mają    inni  członkowie  załogi statku czy jachtu.
Większość dobrych kapitanów wyróżniała się ,co może być zaskakujące,   dużą życzliwością w kontaktach międzyludzkich. Najważniejszą umiejętnością, jaką posiada, jest   umiejętność bardzo szybkiej analizy sytuacji, potem równie szybka syntezy i wydanie komendy.Rzecz jasna,jest to wparte na doświadczeniu zawodowym i wiedzy  Ważne jest, żeby z całej osobowości kapitana, emanował: spokój i pewność siebie.Widziałem przeciwieństwa tej osobowości. Wtedy na mostku dominuje chaos, a dowodzenie statkiem faktycznie wykonywał ktoś  inny.
 Wiem, że  materia w której się poruszam jest delikatna , a pisanie   o ludziach jest zajęciem nieco ryzykownym. Gdy posłano mnie na budowę statku do Gdyni , poznałem tam kapitana Sz. ,  który polubił mnie od pierwszego spotkania, z wzajemnością. Później pracowaliśmy razem na tym statku przez prawie 6 lat.
(  Planeta ).  W codziennych kontaktach miał wszystkie cechy dobrego kapitana. Miał  niesamowity autorytet, a przy tym był bezpośredni w kontaktach z załogą,. Był też świetnym dowódcą  z  talentem do prowadzenia statków. Zapraszał mnie do kabiny na herbatkę lub na  coś mocniejszego,Ulubionym tematem często poruszanym  były  kobiety. Ten temat był zawsze aktualny  pomimo, że  kapitan miał pełną rodzinę. W dobrym tonie było wspomnieć  o  swoich 
 podbojach sercowych, które on  później  komentował z nieukrywną przyjemnością. Kapitan Sz.zmarł , gdy ja kończyłem pracę na  Planecie. Gdy dowiedziałem się., że jest nieuleczalnie chory poszedłem do niego do domu i tam zastałem go przy piciu alkoholu. Powiedział, że przez ostatnie   dni swego życia będzie pił. Rodzina była wystraszona i zapłakana, Zostało mu  wtedy  3 miesiące życia.. Ta wizyta u niego wiele mnie  kosztowała, ale musiałem to  zrobić, żeby mieć później mieć szacunek do  samego siebie.
Po zakończeniu pracy  na"Planecie" wyjechałem na pierwszy  kontrakt, na którym poznałem kapitanów  libijskich. Wszyscy oni otrzymali świetne wykształcenie w  angielskich szkołach dokąd płk Kadaif  wysłał ich na koszt państwa, biegle  władali językiem angielskim .i  na  swojej pracy znali się dobrze. Na statku, na którym byłem,  z europejczyków był tylko  chief i  ja. Nasz statut  pobytu
 i  pracy był specjalny. Libijczycy oczekiwali od nas nie tylko utrzymania statku w sprawności,  ale również zachowania  zgodnego z ich religią. Byliśmy dyskretnie obserwowani, a nawet kilka razy przeszukano mi kabinę w tym jeden raz oficjalnie. Czego szukali? Nie chcieli powiedzieć. Pierwszy kapitan z Libii, pod którym pływałem pojmował to specyficznie moją gotowość do pracy i czasami w środku  nocy, wołał mnie do siebie i kazał dokręcać wkręty na suficie, w salonie i na korytarzu przed kabiną..
Poznałem stewarda, który obsługiwał tego kapitana. Kiedyś  spotkałem  go,  jak  wynosił z kapitańskiego salonu worek pełen butelek po alkoholu , pokazał mi je i  powiedział, że kapitan cały czas jest na rauszu, nie było  To  dlatego nigdy nie było widać po nim zmęczenia. Przed  Ramadanem poinformowano nas, żebyśmy  unikali  jedzenia w  dzień, a  jeżeli  ktoś  jest bardzo głodny  to może  zjeść  coś  z prowiantu pozostawionego przez kucharza  specjalnie  dla  nas.
Drugi   kapitan ,cały czas modlił się . Z nieznanych mi powodów przychodził po śniadaniu do mojej kabiny, siadał i czytał  Koran w milczeniu. Był małomówny , ale bardzo bezpośredni i za to go lubiłem.
 Po nim przyszedł   kapitan ,który równie często zaglądał do kieliszka jak ten pierwszy,  Był bardzo towarzyski,   co parę dni urządzał  party u siebie lub u chiefa. Nie piliśmy dużo, gdyż kapitanowie pilnowali się aby być sprawnym do pracy  w razie jakiejś awarii.Ten kapitan zaimponował mi jeszcze tym, że nie wstydził się zabierać swoją żonę, greczynkę na publiczne imprezy  
Żona miała jakiś rodzaj dysplazji stawu biodrowego  i niemiłosiernie kiwała się na boki,  więc poruszali się  dość wolno.,ale kapitan  zawsze  prowadził ją pod rękę.  Tworzyli dziwną  parę, nie można  było odczytać co ich tak mocno trzymało razem.       
Później zmieniłem agencję i pojechałem do Miami, gdzie miał siedzibę armator z USA  a statki
tej spółki  zarejestrowane były pod banderą  wenezuelską. Załogi też były wenezuelskie, włącznie z kapitanami. Byli wymagający w pracy dla załogi. Statki były stare i bardzo stare, roboty było bardzo dużo, często zdarzały się awarie, nieraz rozlegle. Rejon pływania- tropikalny,  było rzeczywiście nieraz ciepło, na granicy wytrzymałości.
Kapitanowie z Wenezueli utrzymywali  służbowy dystans w stosunkach z załogą i z europejczykami, którzy byli zatrudnieni na statku. Czasem wybuchał u nich temperament południowca, ale na ogół dawali  się przekonać do racji rozmówcy w sprawach  technicznych.  Byli też wrażliwi na sprawy rodzinne. Będąc  na „Seabord   Trader” miałem kapitana, który na wiadomość o śmierci mojej żony w ciągu paru godzin  wyekspediował mnie do Polski załatwiając wszystkie formalności.
Czy można porównywać  pracę  kapitanów jachtowych z pracą kapitanów żeglugi wielkiej. Można , ale napotkamy przy tym na spore trudności.  Zaczynając od podstawy czyli od  rodzaju napędu jachtu i statku motorowego Duże żaglowce to osobny temat. Napęd determinuje posiadanie określonej wiedzy kapitana na tematy  z tym związane (silnik główny - praca żaglami) Kapitan  jachtowy  z reguły prowadzi rejs sportowy lub rekreacyjny. Kapitan statku  handlowego zarządza bardzo dużym majątkiem co wymusza ostrożność i asekurację. Wspólna wydaje się być nawigacja, która dzięki szybkiemu postępowi w elektronice, staje się łatwiejsza, ale  zwiększa się też jej awaryjność (patrz awarie podczas bicia rekordów tras przez polskich żeglarzy).